ME RS:X – Francja, Brest

1069072_546056658774774_544843596_n

AKTUALIZACJA 09.07.2013

Relacja z ME

Mistrzostwa Europy w Breście zakończone! Regaty, dla mnie dosyć niefortunne, zakończyłam na 39 pozycji w kategorii OPEN (czyli liczonej z zawodnikami z całego świata). W klasyfikacji europejskiej, uplasowałam się na znacznie lepszej pozycji, bo aż kilkanaście miejsc wyżej. Nie jest źle! Akwen w Breście, na którym rozgrywane były wyścigi zalicza się do dosyć specyficznych. Silny prąd, nierówny i porywisty wiatr przez większość czasu, czy liczne zmiany przychodzące niewiadomo skąd, spowodowały, że ciężko było mi się odnaleźć w panujących tam warunkach. Nawet żeglując bardzo wysoko na pierwszej halsówce, najdrobniejszy błąd mógł Cię przesunąć na końcowe pozycje. Także usterki sprzętu, spowodowały spadek w ogólnej klasyfikacji. Łamiące się listwy czy lizaki nie pomagały żeglować szybko. Nie ma jednak co się załamywać, czy płakać „nad rozlanym mlekiem”. Pokazałam na tych regatach, że mogę pływać w samej czołówce. Wynik nie do końca odzwierciedla rzeczywistość. Trzeba było mieć naprawdę szczęście i nie popełniać żadnych błędów by pływać w samym TOP’ie. Mimo tego, jestem zadowolona ze swojego startu w tych zawodach. Na pewno wiele się nauczyłam i zyskałam sporo doświadczenia, co okaże się pomocne już niedługo. Ale przecież przed nami jeszcze najważniejsza impreza tego sezonu, czyli Mistrzostwa Świata w Civitavecchii i tam pokaże na co mnie stać. Bo jakżeby inaczej?! Dziękuje bardzo mojemu sponsorowi za wsparcie! MARSHMALLOW zadbało o to, abym zawsze wyglądała stylowo! Grafitowe spodnie dresowe to po prostu HIT wyjazdu!

Aloha!

Aleksandra Szydzik (POL- 560)

Świeże info prosto od Aleksandry:

Od kilku dni znajduję się we francuskim Breście, gdzie trwają przygotowania do Mistrzostw Europy w olimpijskiej klasie RS:X.

Aura nas nie rozpieszcza! Miejsce to na pewno zapamiętam jako jedno z najbardziej deszczowych i zachmurzonych. Jednak nie ma co się zniechęcać – potrzebna jest teraz motywacja! Próbujemy się zapoznać z akwenem i warunkami panującymi na wodzie. Nie jest łatwo, trzeba cały czas obserwować co dzieję się wokół – mamy do czynienia z silnym prądem i zmiennymi, nierównymi wiatrami!

Jutro czeka mnie tzw. lay day – czyli dzień odpoczynku przed zbliżającym się startem w regatach.

A już 1 lipca zapisy i pomiary sprzętu!

Trzymajcie kciuki!

Aloha!